reniablicharz blog

    Poezja jest magiczną stroną życia. Życie może być poezją.

     

    Niebo w kolorze kałużowym… Piękne określenie o jesiennym, listopadowym niebie, prawda!? Które wcale nie musi być, więc też rzadko jest, takie niebowe, czyli niebiesko-białe, od nieba niebieściutkie i od chmur białe-białawe-bielutkie.

    Niestety, to nie ja wymyśliłam tę piękną metaforę. Znajduje się ona w wierszu Bartosza Suwińskiego, w tomiku zatytułowanym „Bliki”.  Ale najciekawsze jest też to, że nawet sam autor wiersza nie wymyślił tej metafory! Jak opowiadał na swoim spotkaniu autorskim, promującym tomik, określenie to padło podczas rozmowy poety z jakąś dziewczynką, chyba kilkuletnią, nie pamiętam już, chyba z sąsiedztwa, podczas jakiegoś spaceru, czy jakiejś zabawy, i to ta dziewczynka powiedziała, że to szaro-bure niebo jest takie kałużowe. Autor mówi, że bardzo mu się spodobało to określenie. Rzeczywiście, jest cudne; ach, ta dziecięca wyobraźnia… No i rzecz jasna – grzechem byłoby nie wykorzystać „kałużowego nieba” w wierszu. To teraz pozwalam sobie przytoczyć fragmenty, a może „drugie strony, strzępy”…

    Bartosz Suwiński

    Drugie strony, strzępy

    *
    Ten szary zgubił się, zapomniał.
    Puste ławki, osowiały park,
    pohukiwania ptaka.

    O brzeg bukowego liścia liść.

    *
    Niebo ma dziś kolor kałużowy.
    Dzwon na wsi bije na gorzkie żale.
    Bardziej w las, dalej stąd.

    Zawijasy dymu potargane wiatrem.
    Coraz płytszy oddech, zgrzyt.
    Na krótko rozgrzebana ziemia.

    *
    Cisza ociera się o świst
    naderwanej gałęzi.

    Równo pocięte na ogień,
    nim przyjdzie noc.

    W listopadzie niebo często jest szare, smutne, chmurne, markotne, posępne, zszarzałe, szarawe, posępne, monotonne, przyszarzałe, wyszarzałe, szarobure, a nawet …marengo!

    I choć teraz już mamy grudzień (znowu rok się kończy, ratunku!!!), to chcę jeszcze wrócić do nieba listopadowego, bo gdzieś w połowie tego miesiąca „przyłapałam” je na swoistej zabawie. Takiej niemalże w kolorze …marengo! Otóż najpierw pociemniało, patrzę, a tam za oknem dziwna chmura się pojawiła, pełna przesuwających się smug, po chwili spadł drobny – na szczęście – grad, taki dosłownie 20-, 30-sekundowy i nagle, właściwie w tym momencie, w jednej chwili, w miejscu, gdzie wisiało to wielkie ciemne chmurzysko, wyłoniło się piękne „niebowe” niebo! To wszystko w ciągu kilku małych minut. Niebywałe widowisko. Jednym słowem „wielki spektakl na niebie”!

     

    Tak, tak, jesienny spacer, ostatnie promienie słońca, ostatnie kolory na liściach. Coraz więcej jednak drzew bez liści, coraz częściej niebo szarawe, a powietrze – nie z powietrza, tylko z mgły… Tak jak dzisiaj, zwłaszcza rano, kiedy nie było widać budynków po drugiej stronie ulicy.

    Ale jeszcze niedawno chodziłam sobie, przechadzałam się nieśpiesznie, spacerowałam, zadzierałam głowę wysoko, wysoko, żeby zobaczyć skąd pospadały te szeleszczące pod nogami jesienne liście i patrzyłam na gałęzie, za którymi widać było jesienne niebo, które czasem bardzo jeszcze było podobne do pogodnego, letniego, sierpniowego. A potem przystawałam i tym gałęziom i temu niebu robiłam zdjęcie. Czułam się jak kropka, zawieruszona gdzieś na Ziemi, nad którą rozpostarły się wielkie drzewa z ich wieloletnimi tajemnicami, nad którymi z kolei zawisł jeszcze dalszy, większy i bardziej tajemniczy firmament niebieski. To był bardzo przyjemny spacer, do którego wracam jeszcze raz i zapraszam w tę podróż razem ze mną…

    A na koniec jeszcze przypomnienie o „Damie”, czyli o jesiennych karminach na drzewach.

    …i oto ona: Pani Jesień w swoich najpiękniejszych kolorach

     

     

     

    Listopadowa jesień przeważnie jest szara i smutna, ale ta złota, kolorowa, parkowa zadziwia barwami liści i owoców, drzewami i krzewami zmieniającymi się w barwne malarskie palety, na których artysta plastyk miesza farby, uzyskując nieprawdopodobne odcienie.

    Jesień staje się damą…

    Wtedy można wrócić ze spaceru z bukietem jesiennych liści w ręku, a w sercu – z zadumą, ze smutkiem i radością jednocześnie…

     

    Renata Blicharz

     

    Dama
     
    w poszumie żałobnym liści
    feerii ognistych barw
    nieskromnej sukni karminowej buków
    w woalce z babiego lata
    przyroda umiera
    elegancko

     

     

     

     

     

     

    Ps. Wiersz „Dama” pochodzi z niepublikowanego cyklu „Czary jesienne”.

     

    Jesienny wiersz

    0

     

    A dziś nostalgiczny, jesienny wiersz…

     

    Laura
     
     
    Unosi spod stóp jesienny liść
    zbliża do twarzy
     
    powierzchnia bez zielonej gładkości
    obumarłe uzewnętrznione tętnice
    zmarszczki
    złoto-rudy kolor
    jak włosy spod wprawnej ręki fryzjera
     
    przegląda się w jesiennym liściu jak w lustrze

     

     

    Wiersz pochodzi z tomu: Renata Blicharz „Pocztówka z bajki”, Wyd. Sowa, Opole 1997, s. 40.

     

    Listopad to późnojesienny miesiąc. Mniej kolorów, więcej szarości. A smutności to od bieli do czerni. I niebo częściej kładzie się na ziemi, bo w listopadzie częściej na ziemi rozłożone lustra kałuż niż w innych porach na tęsknoty i przeznaczenia.

    Późnojesienny miesiąc naprowadził mnie na cudowne zdjęcia francuskiego fotografika Jeana Mounicqa. Bardzo nastrojowe zdjęcia, na pierwszym dodatkowy magiczny element, czyli wieża Eiffla, a na drugim drzewa-świeczniki. Obie fotografie: nic, tylko patrzeć, patrzeć, patrzeć, oglądać, tęsknić, marzyć i odpływać…

    To znane zdjęcie, ale ja „wypożyczyłam” sobie zdjęcie dwóch samotnych krzeseł z samotnym liściem ze strony ze zdjęciami: Subiektywny wybór obrazów wg Bressonowskiej koncepcji decydującego momentu. Ileż tam cudownych zdjęć, różnych autorów, z różnych krajów i różnych epok! To trzeba zobaczyć!

    A tu nostalgiczne, jesienne drzewa-kandelabry Jeana Mounicqa.

     

     

     

    Źródło zdjęcia:
    http://varietas.tumblr.com/image/35785490138

    A dziś 2 listopada, Dzień Zaduszny, nazywany też Zaduszkami, poświęcony wspomnieniu i modlitwie za dusze wszystkich zmarłych – stąd nazwa „za-duszki”.

    Dzisiaj też powspominajmy naszych „odeszłych”, choć pewnie większość z nas już wczoraj odwiedziła groby bliskich zmarłych i modliła się za nich.

    Znajdźmy jakąś małą chwilę, jakiś kącik w kolejnym zabieganym dniu i wyślijmy do nich myśl, uśmiech, łzę… Albo jak ten aniołek na zdjęciu wyślijmy im słodkiego, jedynego, tylko dla nich całusa…

     

    Wspomnijmy. Pożegnajmy się jeszcze raz, pomódlmy się o zapomnienie dla nich, żeby było im lżej w tamtym świecie, prośmy, by tam było im „jak w domu”, „jak u mamy” albo lepiej…

     

    Pożegnanie
     
     
    Schodami bólu i strachu
    zeszłaś aż do nieba
    i teraz rumor tam wielki
    To anioły tak szaleją między obłokami
    słyszę tę krzątaninę
    śpiewne głosy
    ponaglające szepty
    furkot skrzydeł
     
    Czasem jeszcze cichym lotem
    niczym boskie ćmy
    przylatują do ciebie
    krążą nad twoją nieobecnością
     
    Bo też już ci szykują złocistą sukienkę
    i na wymiar szczupłych ramion
    dwa lśniące skrzydełka
    już powitalne nuty układają specjalnie dla ciebie
     
    już przyjmują cię córeczko
    do swojego grona
     
     
     
    Zapomnienie
     
     
    Teraz ma pewnie lęk wysokości
    więc nie każ jej Panie
    siedzieć na chmurce
    i patrzeć w dół
     
    Zabroń wypatrywać
    siostry i brata
    pani od polskiego
    koleżanek z klasy
    chłopca z sąsiedniego bloku
     
    Zabroń jej tęsknić
    za zeszytami i grą w komputerze
    za różowym rowerem
    rolkami i nową komórką z wesołym słonikiem
    ich też już nie ma
     
    Tylko w pamięci pozwól zachować
    moją dawną twarz
    tę uśmiechniętą
    bo teraz na niej tylko ból
     
     
     
    Nowy dom
     
     
    Sama dla siebie ich wybrałaś
    Teraz twoim ojcem jest Bóg Ojciec Wszechmogący
    a twoją matką – Maryja
     
    Jestem spokojna – już się tobą zaopiekowali
    oprowadzili po nowym domu
    pokazali niebieskie ogrody i pokój
    który wreszcie urządziłaś tak jak chciałaś
     
    Cieszę się że już cię przyjęli
    do swego świętego grona
    Nie jesteś sama wśród gwiazd i księżyców
    na niezgłębionym boskim firmamencie
     
    I jakże cieszę się że teraz
    twoimi rówieśnikami
    są beztroskie aniołki
     
    One tak samo jak ty
    lubią śpiew
    i bieg na sto metrów z przeszkodami
    pierzastych cumulusów

     

     

     

    Źródło zdjęcia:
    https://pogoda.interia.pl/wiadomosci/news-prognoza-pogody-na-wszystkich-swietych-i-dzien-zaduszny,nId,1051735

    Wiersze pochodzą z tomu: Renata Blicharz, Kołderka z białego marmuru, Wyd. RB, Opole 2011, ss. 7, 14, 15.

     

     

    Pamiętajmy o nich… Pamiętajmy o naszych bliskich, których już nigdy nie spotkamy… w tym życiu, na tej ziemi…

     

     

    Źródło zdjęcia:
    http://www.czermna.diecezja.tarnow.pl/?wszystkich-swietych

    Zapisz

    Ta ostatnia sobota

    0

     

    Parafrazuję tytuł piosenki „Ta ostatnia niedziela” Mieczysława Fogga, słynne przedwojenne tango.  A ja dziś o ostatniej sobocie października. W czwartek zaplanowałam sobie wycieczkę, sobotnią wycieczkę do muzeum, dokładniej mówiąc do Kamienicy przy ul. Wojciecha, która jest częścią Muzeum Śląska Opolskiego. Niestety, bardzo się rozczarowałam, smutno mi się zrobiło, kiedy po przyjściu na miejsce pocałowałam przysłowiową klamkę. Po prostu, kartka na oknie stwierdzała jednoznacznie i bezapelacyjnie, że w sobotę  29. listopada  2016 roku nieczynne!

    Wiedziona rozczarowaniem, tudzież zwykłą ciekawością: DLACZEGO??!! postanowiłam podejść do niedalekiej centrali, czyli siedziby głównej Muzeum, bo w centrali na pewno by wiedzieli, dlaczego nie, i może nawet wyraziliby współczucie, dodając, że naszemu muzeum też jest , tak jak i mnie, przykro, że nie. Niestety, tu spotkał mnie drugi cmok w klamkę i kolejna kartka z jednoznacznym i bezapelacyjnym stwierdzeniem, że kwatera główna czynna jest dziś od godziny 14:00, więc o godzinie 11:30 niczego się nie dowiem.

    Każda sytuacja ma plusy. Przy okazji dowiedziałam się z kolejnej kartki, że wejścia w soboty nie są bezpłatne, tylko symbolicznie bezpłatne. Dobrze wiedzieć.

    Zamiast oglądać czynszową kamienicę i wystawę o marzeniach spisanych na kartkach, przeczytałam bardzo ciekawy wywiad z aktualnym, że nie powiem nowym, dyrektorem Teatru Kochanowskiego, czyli panem Norbertem Rakowskim. Wywiad prowadziła Iwona Kłopocka-Marcjasz, a przeczytałam go, co ciekawe, w katowickim społeczno-kulturalnym miesięczniku „Śląsk”, wydawanym przez Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach właśnie. Nowy dyrektor teatru wprowadza nowe rzeczy, zapewne ciekawe. Dawno nie zaglądałam do Kochanowskiego, pora wrócić do magii teatru.

     

    Zapisz


    • RSS