reniablicharz blog

    Poezja jest magiczną stroną życia. Życie może być poezją.

     

    Renata Blicharz

     

    Noli me tangere

     
     
    Piłat miał związane ręce, nie podpisał więc niczego.
    Tylko smutną zgodę wydał, na śmierć syna dał Bożego.
     
    Bo niechcący, mimo woli, bo go zmusił wymóg chwili,
    gdy pod oknem, pod urzędem głodni krwi i igrzysk wyli.
     
    To jest nic osobistego, życie takie zna przypadki.
    Wybór: człowiek albo ludzie nie jest prosty ani gładki.
     
    To przypadek był, los ślepy. Piłat miał związane ręce.
    Więc syn Boży niczym człowiek w strasznej musiał umrzeć męce.

     

    (11 lutego 2017 r.)

    Martin Schongauer (1450-1491),  Noli me tangere (1473) 
     

     

    Wielkanocna zdrapka

     

    A może z okazji Świąt Wielkiej Nocy dołożyć do życzeń zdrowego jajka, mokrego dyngusa, wiosennej wielkanocnej pogody wszelakiej, a także wszelakich błogosławieństw i pomyślności – życzenia powiększenia naszych zasobów pieniężno-finansowych? Czemu nie?

    Więc z nadzieją na powiększenie tych, o których powyżej, nabyłam drogą kupna Wielkanocną zdrapkę. Pewnie bym jej nie nabyła, wiedząc jakie są szanse na powiększenie tego, o czym powyżej, drogą zdrapkowania, ale jak zobaczyłam losy tej wielkanocnej zdrapki, nie mogłam się oprzeć!

    Te kolory pastelowe, te jajeczka-pisanki kolorowe, ten zajączek, te kwiatki i badylki, jednym słowem urzekający obrazek!

    No a ten zajączek!? Toż to obiekt do zakochania! Zobaczcie na te łapki obejmujące jajka, na jego minę, te oczka, te czerwone poliki, nos, ach, cudny wielkanocny zając!

    Na a te jajeczka, kwiatki, badylki! też ładne, prawda? no i poza tym, ta tajemnica za nimi… Po lewej stronie wygrywające symbole, hmm, co to może być? A po prawej stronie tzw. moje symbole, hmm, czy takie jak te wygrywające? Jeśli jeden z moich będzie taki jak jeden z wygrywających, powiększą się zasoby, o których powyżej…

    No tak, zgodnie z moją wiedzą i przeczuciami – trzeba mieć cholerne szczęście, żeby nasze zasoby, o których powyżej, powiększyły się poprzez zdrapkowanie zdrapki, nawet jeśli jest taka śliczna, jak ta wielkanocna.

     

    Ale cóż, trochę emocji było, trochę, bo za 2 zł, tyle, ile „zainwestowałam” w próbę powiększenia tych, o których powyżej!

     

    Alleluja!

    :-D

     

     

     

    Od 4  kwietnia 2017 r. Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Opolu, a właściwie jeden z jej działów, czyli Biblioteka Austriacka zaprasza na wystawę zatytułowaną

    KALIOPE Austria
    Kobiety w społeczeństwie, kulturze i nauce

    Wystawa jest jednym z elementów programu Wiosny Austriackiej. Jak informuje opis tego kulturalnego przedsięwzięcia na stronie biblioteki, wystawa ta w porządku chronologicznym opowiada dzieje arystokratek, artystek, dam prowadzących salony, aktorek, reżyserek, kompozytorek, śpiewaczek, uczonych, działaczek politycznych, aktywistek walczących o prawa kobiet. Obejmuje okres od początku XIX wieku po teraźniejszość. Wątkiem przewijającym się przez całą ekspozycję jest emancypacja kobiet, ze wszystkimi swoimi zwycięstwami i porażkami. Emancypantki odnotowały wiele sukcesów od czasu wolnościowego zrywu w epoce biedermeieru aż po XXI wiek. Ale też widać wyraźnie, że równouprawnienie nie zostało jeszcze w pełni osiągnięte i że nadal jest sporo do zrobienia.

    Byłam na wernisażu. Wystawę można oglądać do 12 maja 2017 r., w czytelni na pierwszym piętrze, stanowią ją tablice ze zdjęciami i informacjami na temat wyżej wymienionych kobiet. Podczas wernisażu studentki filologii germańskiej Opolskiego Uniwersytetu przedstawiły krótki program muzyczno-literacki w języku niemieckim. Wpadło mi w ucho powiedzenie, które szybko zanotowałam, żeby mi nie umknęło. Co wyglądało tak:

     

    Przetłumaczyłam te słowa tak: Szczęście mężczyzn nazywa się: chcę. Szczęście kobiet nazywa się: on chce. Czasem jeszcze dzisiaj ten rodzaj szczęść męsko-damskich można zobaczyć. A ja bym zmieniła szczęście w pierwszym zdaniu na prawo, a szczęście w drugim zdaniu na obowiązek, tak też byłoby ładnie…

    Das Glück des Mannes heisst: ich will. Das Glück des Weibes heisst: er will. – tak powinien brzmieć ten cytat. Ale zanim to wiedziałam, chciałam spytać wykonawczynie tego montażu poetyckiego, kto jest autorem tych słów, ale dziewczyny szybko zniknęły po wernisażu; jednak bibliotekarka z Biblioteki Austriackiej powiedziała mi, że to słowa Fryderyka Nietschego. Nie byłam przekonana, taki ze mnie niedowiarek, zastanawiałam się, gdzie by tu znaleźć te słowa, gdzieś mi się tam kręciły po głowie, aż tu nagle patrzę, czytam, nie wierzę… jest Fryderyk Nietsche! Cytat sam do mnie przyszedł, taki mały cudek. Czytam „Szanghajską kochankę” Zhou Wei Hui, książka, w której atmosferę można wpaść i się w niej zapaść, książka, której każdy rozdział ma motto, cytat albo dwa cytaty. Bardzo lubię takie „wstępy” do rozdziałów.

    I właśnie jeden z rozdziałów miał za motto słowa Nietschego, choć są one tutaj nieco przeinaczone, bo brzmią tak: „Szczęście mężczyzny: zrobię. Szczęście kobiety: on zrobi. Nietsche”. Więc chińska pisarka wykorzystała w swojej powieści słowa europejskiego filozofa. Tylko czy jego słowa nie są nieco przeinaczone? W takiej formie raczej zupełnie zmieniają sens tych dwóch zdań. Z tym „robić” zamiast „chcieć”, wygląda mi to tak: mężczyzna jest dzielny, sprawczy, on robi, działa; a kobieta – jest głupia, mężczyzna za nią robi, jest leniwa, mężczyzna za nią robi, wyrachowana, mężczyzna za nią robi, niezdolna, mężczyzna za nią ….itd. To „robić” zamiast „chcieć” stawia kobietę i mężczyznę na zupełnie innych pozycjach względem siebie. Może ta zmiana jest skutkiem tłumaczeń, wielu tłumaczeń. Najpierw Nietsche został przetłumaczony z niemieckiego na chiński, potem książka z chińskiego, z języka w którym została napisana, na angielski, a potem z angielskiego przetłumaczono ją na język polski. Takie translatorskie koleje „Szanghajskiej kochanki” i cytatu z „Tako rzecze Zaratustra” Fryderyka Nietschego.

     

    Aforyzmy na dobry dzień

     

    Dzisiaj dwa aforyzmy na dobry dzień. Aforyzmy mają to do siebie, że są genialne w swojej prostocie i w kilku słowach umieją oddać istotę rzeczy. Zobaczcie sami i …dobrego dnia!

     

    Rozluźnij się. Spokojnie. Z wyjątkiem życia i śmierci, nic nie jest tak ważne, jak się początkowo wydaje.

    :-)

    Życie składa się w dziesięciu procentach z tego,  co mi się przydarza  i w dziewięćdziesięciu procentach z tego,  jak na to reaguję.

    :-)

     

    Niestety, nie znam autorów żadnego z nich, mam je zapisane na jakichś karteluszkach tzw. niewiadomego pochodzenia…

     

    Konstanty Ildefons Gałczyński przekładał z różnych języków, a tu z francuskiego cudnej urody utwór, zatytułowany „Proza na dzień św. Katarzyna”, co jest bardziej prozą bardzo poetycką, niemal samą poezją, Louisa Aragona. To swoisty hymn na cześć francuskiej piosenki, nawet samej Francji, nawet – idźmy dalej, czemu – na cześć życia w ogóle…

    Zresztą poczytajcie sami, jakie to ładne..

     

    Louis Aragon

    Proza na dzień św. Katarzyny

    Dopóki na dzieci nasze padać będą promienie zorzy porannej, dopóki róża będzie napełniać zapachem noc, dopóki jakieś serce zdolne będzie do oszołomienia, dopóki choćby jeden krok śpiewać będzie na szosie, dopóki zimą wspominać będziemy wiosnę, dopóki w głowie choćby jednego człowieka dźwięczeć będzie muzyczna fraza, a w pauzie tkwić słodycz podobna do umiłowanej kobiety, dopóki przemykać się będzie choćby kruszyna światła nad tym globem i jego przeznaczeniem…

    …ŚWIAT BĘDZIE NUCIŁ PIOSENKĘ FRANCUSKĄ…

    Dopóki w ostatnim domu ziemskiego globu trwać będzie choćby resztka ciepła i czułości, dopóki w ostatniej zniszczonej izbie człowieczej choćby odłamek lustra wspominać będzie urodę kobiety, dopóki ślad nagiej stopy na piasku nadmorskim świadczyć będzie o obecności istot z krwi i ciała, dopóki książka będzie dla oczu bramą marzeń, dopóki nie zostanie zniszczona i unicestwiona pamięć o takich rzeczach, jak katedra, most, fresk, karta pocztowa, proza św. Eulalii lub mowa nadchodzącego poety…

    …ŚWIAT BĘDZIE NUCIŁ PIOSENKĘ FRANCUSKĄ…

    Dopóki małe dziewczynki kołysać będą lalki, dopóki żyć będą bajki o Kopciuszku i o Śpiącej Królewnie, dopóki chłopcy będą się bawić w puszczanie „kaczek” nad brzegami rzek, dopóki będą imiona proste jak Jaś i Marysia, dopóki będziemy się bawić w chowanego, w ślepą babkę, w berka, w kotka i myszkę, dopóki będziemy wkładać migdał do tortu na dzień Trzech Króli, dopóki będziemy smażyć naleśniki w karnawale, dopóki maleństwa siadać będą do fortepianów, żeby odnaleźć melodię „Au clair de la lune”, dopóki będziemy wymawiać takie słowa, jak Izolda, Manon, Nana…

    …ŚWIAT BĘDZIE NUCIŁ PIOSENKĘ FRANCUSKĄ…

    Ale przede wszystkim, o przyjaciele, jakiekolwiek byłyby perypetie ludzkości, katastrofy kontynentów, monstrualne niespodzianki historii, jakiekolwiek będą nieprzewidziane przemiany człowieka opętanego cudami swego umysłu lub niezmierzonymi konsekwencjami tej potwornej partii szachów, granej o klucz do przyszłości; jakikolwiek będzie rozwój ludzkości wiecznie ciężarnej, Apokalipsy wiecznie rozpoczynanej, a przede wszystkim, o moi przyjaciele, dopóki wznosić się będzie podwójna harmonia cudownych antyfon, która w dwóch imionach wyraża cały naród, czyli w imionach Joanny z Arc i św. Fabiana, dopóty, bądźcie zupełnie pewni, słyszeć będziemy ją…

    …BO TO WSZYSTKO JEST PIOSENKA FRANCJI…

     Z adoracją i pokorą wobec dawnej Francji Wilona, prowansalskich trubadurów, polszczonych przez Edwarda Porębowicza, oraz Francji Ronsarda i Kochanowskiego – z francuskiego oryginału przełożył wdzięczny uczeń. K. I. Gałczyński

    1948

    I zwróćcie uwagę, jak ładnie Aragon mówi o książce: dopóki książka będzie dla oczu bramą marzeń.

    I zwróćcie uwagę na faksymile Konstantego I. Gałczyńskiego, jak na francuską modłę pisze „z”, kiedyś też tak pisałam…

     

     

    K. I. Gałczyński, Dzieła, t. 5, Przekłady, Czytelnik, Warszawa 1979, s. 249-254.

     

     

    Dawno temu oglądałam film przyrodniczy w niemieckiej telewizji, pod tytułem Namaqualand – Blumengarten Africas, czyli Namaqualand – kwiatowy ogród Afryki. Długo nie mogłam sobie nazwy przypomnieć, w końcu wpadłam na karteczkę z zapisanym „ku pamięci” tytułem filmu. I mogłam odnaleźć ten niewiarygodnie piękny, przepiękny kwiatowy ogród Afryki w internecie, oczywiście. Informacji niewiele, ale zdjęć mnóstwo i cudnych!

    Na tych zdjęciach jest jak na tym filmie, tyle tylko, że na fotografiach przekolorowe kwitnące łąki trwają w bezruchu, podczas gdy na filmie zmieniały się, nabierały kolorów. To był film przyrodniczy, taki, gdzie oglądamy długi, trwający w czasie wzrost rośliny – w ciągu kilku minut czy sekund, kiedy kwiat rozkwita w ciągu kilku chwil. I tam wielkie połacie, wielkie przestrzenie w ciągu kilku chwil zapełniały się kwiatami, tym samym ich intensywnymi kolorami; z szarej ziemi, spośród kamieni budziły się do życia rośliny, ożywały i rozkwitały. To było niesamowite, pomyślałam, że chciałabym to kiedyś zobaczyć na własne oczy…

    Teraz mała ściąga z Wikipedii. Wikipedia mówi, że Namaqualand to region geograficzny położony w Republice Południowej Afryki i Namibii. Rozciąga się wzdłuż atlantyckiego wybrzeża obu tych krajów, na prawie 1000 km długości. Powierzchnia Namaqualandu wynosi ok. 440 000 km². Krainę dzieli dolny bieg rzeki Oranje, wyróżnia się południowoafrykański Little Namaqualand na południu i namibijski Great Namaqualand na północy. Rzeka stanowi także granicę pomiędzy oboma krajami. Część Little Namaqualandu, znana jako Richtersveld, jest wpisana na Listę światowego dziedzictwa UNESCO.

    A teraz kilka zdjęć z tego bajkowego kwiatowego ogrodu Afryki.

    Są takie miejsca na świecie…

     

    Z tyłu okładki można znaleźć wyjaśnienie tego terminu, tytułu – melanżeria. Jest to „gra towarzyska, która polega na wykonywaniu losowanych poleceń. Ten, kto wygra, zostaje prawdziwą gwiazdą imprezy, a pozostali muszą spełniać jego zachcianki do końca wieczoru.” Hmm, w pewnym sensie losy trójki głównych bohaterów można nazwać taką grą, towarzyską zabawą, ich dorosłe życie jest właśnie takie – imprezowe, klubbingowe, zachciankowe. Do zachciankowego życia dochodzą każde inną drogą, ale każda z tych dróg jest okupiona dość wysoką ceną. Bohaterów jest troje, dwie dziewczyny i chłopak, jednak odnoszę wrażenie, że właściwie większość książki kręci się wokół niego – najpierw chłopczyka, potem chłopca, potem mężczyzny, który jest homoseksualistą, gejem, co ma swoje znaczenie w tej opowieści.

    Kiedy główny bohater jest chłopczykiem, jego matka i ciotka ubierają go w dziewczęce ciuszki, wychwalając, jak nasza Tomusia (czyli Tomek) ślicznie wygląda. Czy to znaczy, że autorka sugeruje, że jeśli małych chłopców ubiera się w sukienki, to można im zmienić orientację seksualną? Gdyby nie te czerwone falbanki, byłby hetero i jego los potoczyłby się całkiem inaczej?

    Ale lata 70. pokazane są pięknie; tak rzeczywiście było w tamtych PRL-owskich latach, choć w pierwszej chwili dziwiłam się, o czym autorka tu pisze, a po chwili doznawałam olśnienia: ależ tak, jasne, tak to było, tak się działo, to było modne, jedno do dostania, drugie nie do dostania, kupienia, zdobycia…

    Akcja książki biegnie dwutorowo; pierwsza „nitka” to opowieść prowadzona w formie sms-ów, obejmuje kilka miesięcy 2015 roku, natomiast druga to „normalna” proza, tutaj wydarzenia zaczynają się od początku lat 70. ubiegłego wieku, a kończą się podobnie jak wątek sms-owy w roku 2015. Z czasem, także w trakcie czytania, oba tory powieści zbliżają się do siebie, zaczynają się zazębiać, uzupełniać, momentami wydarzenia zaczynają bieg obok siebie, w jednym czasie. Jest to nawet ciekawe, wciągające, działające na wyobraźnię.

    Dobrze się czyta, jest tu miłość, przyjaźń, lojalność; jest też druga strona – ból od zdrad różnego kalibru, ból od kompromisów i przegranych różnej wagi, a nawet od zwycięstw, które – jak to w życiu bywa – często są pyrrusowymi zwycięstwami.

    I choć w gruncie jest to smutna książka, kończy się – o dziwo! – happy endem! A może jednak nie?……

     

     

     

    Anna Klara Majewska, Melanżeria, Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2016.

    Zapisz

    Wielkanoc z dr. Clownem

    Wiosna jest już tu, widziałam dziś podczas spaceru absolutnie rozkwitnięte forsycje, pola fiołków, ale najbardziej zdziwiła mnie i zachwyciła rozkwitnięta w połowie biała magnolia! A Wielkanoc wkrótce.

    Najpierw telefon od pani z Fundacji Dr. Clown, z informacją i pytaniem, czy może Fundacja przysłać do mnie informację o działalności Fundacji. Ok, może. No i prośba, bo chodzi też o wspomożenie, więc gdybym miała ochotę, to mogłabym – ewentualnie – jakoś finansowo wspomóc. Prośba nienachalna. Ok, mogę, myślę sobie. Więc mam się spodziewać przesyłki. Po kilku dniach dostaję list, w nim to, co w telefonicznej zapowiedzi: informacja o działaniach Dr. Clowna, przygotowany dla mnie imienny przekaz, a dodatkowo  –. Miły prezencik. Koperta też ładna, fundacyjna i wielkanocna jednocześnie.

    Doktorzy clowni kojarzą się najczęściej z chorymi dziećmi, ale Fundacja poszerzyła swoje działania o osoby starsze, co jest – uważam – bezcenne!

    Koperta z przodu i z tyłu.

     

    A tak wygląda kartka, jak na kopercie, z przodu, no i z tyłu, bo rozłożona. Zieloniutka, delikatna, wesoła, wiosenna – jak to wiosna.

    A tu kartka w środku, z wielkanocnymi jajeczkami.

    Komu ją wyślę z życzeniami na Wielkanoc?

     

    Zapisz

     

    Właśnie niedawno przeczytałam tom wierszy Krzysztofa Pieczyńskiego pod tytułem „Ikony”. Krzysztof Pieczyński to dla mnie przede wszystkim aktor, znany też dlatego, że pochodzi z Prudnika, więc poniekąd nasz krajan, a do tego chodził do liceum z moją serdeczną koleżanką! A on jest też poetą, wydał kilka tomów poezji.

    Mottem całego tomu jest takie oto zdanie:

    Tęsknota jest odtwarzaniem oblicza Stwórcy.

    Tęsknota skojarzyła mi się z twórczością. Jeśli tęsknotą można nazwać też twórczość, tworzenie muzyki, dzieł plastycznych czy filmowych, poezji czy prozy, to można też powiedzieć, że artyści odtwarzają oblicze Boga, prawda?

    Niedawni pisałam o wiośnie i o urodzinach, więc i tutaj znalazłam wiersze o tej porze roku i o tym szczególnym dniu. Zobaczcie, jak u Krzysztofa Pieczyńskiego wygląda poetycka wiosna i urodziny. Pierwszy to wiersz zatytułowany „Wiosna”, ten drugi to „Wiersz urodzinowy” z piękną pointą: skąd anioł wiedział co pokocha człowiek.

    WIOSNA

    Ty znasz każdy mój spacer
    każde spojrzenie
    rzucone za siebie w radości
    zdumieniu rozpaczy
    lata i wieki na mostach
    skąd widać płynącą rzekę
    rdzę pod bielą śniegów
    zeschłą słomę

     

    WIERSZ URODZINOWY

    Czuję ponad zapachem perfum
    ból przemijającej nocy
    lęk światła w ciemności
    uczyń choć krótką chwilę
    godną życia to że giniesz
    idąc ponad budowlami
    bez wstydu jak bez wody
    kładzie źdźbła tysięcy lat
    pod buciory piękna
    jaki architekt za tym stał
    skąd anioł cudem natchniony
    wiedzieć mógł i przekazać nam
    umiłowanie oryginału
    miłością ludzką tak wielką i prostą
    jak nad miastem słońce
    skąd anioł wiedział
    co pokocha człowiek

     

    Dodać muszę, że bardzo spodobały się fragmenty „Wstępu”, w którym autor pisze o życiu, czy też o nauce i życiu.

    (…)Pozostaje mi chyba powiedzieć, iż warto pamiętać pośród morza opinii, których dostarcza nam świat poprzez podręczniki, poradniki, nauczycieli, mistrzów, guru, kościoły i księży, że skuteczność leku, który przepisują na nasze dolegliwości, jest proporcjonalna do dobra, które angażują przy udzielaniu porady.

    Moim mistrzem zawsze było życie plecione niewidzialną ręką. Tkanina milionów nitek, zdarzeń, spotkań, spojrzeń, opresji i wybawień, zmęczenia i chwil ukojenia, krótkich jak deszcz na pustyni, które same w sobie nigdy nie zawierały piękna ani mądrości całego obrazu, bez nich jednak dzieło nie byłoby doskonałe.(…)

    Ładne, mądre słowa…

     

    Krzysztof Pieczyński, Ikony, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2014; Motto, s. 5; Wstęp, s. 7; Wiosna, s. 13; Wiersz urodzinowy, s. 22

     

    Niedługo , za kilka dni zacznie się kalendarzowa wiosna. Ale już w lutym można było zobaczyć pierwsze jej przejawy, objawy i objawienia. Dlatego wtedy właśnie napisało mi się kilka lutowych oktostychów, które jednocześnie były oktostychami urodzinowymi, napisanymi ku czci pewnej dostojnej, a miłej memu sercu jubilatki!

    To cztery oktostychy ozdobione ozdobami kwiatowymi, w tym jeden – „Rozmowy wczesnowiosenne” – w dwóch wersjach kwiatowych.

    Oktostychy w zamierzeniu pierwotnym były przeznaczone dla jednej konkretnej osoby, ale są na tyle uniwersalne, że mogę je tu zaprezentować i mam nadzieję, że spodobają się także innym lutowym jubilatom, a nawet niejubilatom… Poza tym mam zgodę adresatki wierszy!

    Miłego czytania i się rozmarzania na temat prawdziwej, bo prawdziwie rozbujanej wiosny we wszystkich jej kolorach, zapachach, soczystościach.

     

     

     

     

     


    • RSS